środa, 20 kwietnia 2016

DLACZEGO UMARŁ KSIĄŻĘ SZUBRAWCÓW?




Znamy to określenie: szubrawiec. To człowiek nikczemny, łotr, bandyta, typ spod ciemnej gwiazdy jednym słowem. Takim mianem, szubrawcy, określano szlachtę mazowiecką, zamieszkującą okolice Mławy, Janowa, Ciechanowa i wreszcie Rawy, od której nazwy ukuto to określenie. Sub Rava viventes - żyjący pod Rawą. Mieli oni bowiem trudnić się zbójectwem, dorabiając sobie w ten sposób. Szczególnie mazowieccy szubrawcy upodobali sobie napady na konwoje wiozące pieniądze skarbowe do Rawy właśnie. Ale nie tylko z powodu owych zbojów, mieszkańcy tej dzielnicy stanowili w Rzeczpospolitej wieku XVI -XVII obiekt złośliwych drwin. Wytykano im warcholstwo, kłótliwość, skłonność do bójki, a z drugiej strony nadmierne ambicje polityczne i społeczne, okazywane pomimo cechującego ich, jak twierdzili złośliwi z Krakowa lub Wilna, niskiego poziomu umysłowego i gospodarczego zacofania. Jednym słowem banda krzykliwych, biednych i głupich opojów z wybujałymi ambicjami.

Jest też inny obraz Mazowsza, jaki kreślą obcokrajowcy. Lubimy powoływać się na zachodnie opinie, więc przywołajmy tę anegdotę. Kiedy w XVII wieku grupa przybyszów z dalekiej Polski dotarła pod bramy jednego z hiszpańskich klasztorów i poprosiła o nocleg, zakonnicy odmówili. Nazwa kraju, z którego przybyła ta gromada nic im nie mówiła i wietrzyli jakiś podstęp. Dopiero gdy strudzeni wędrowcy oświadczyli, że są z Mazowsza, otworzono im bramy klasztoru i ugoszczono jak należy. Nazwa dzielnicy, z której przybyli podróżnicy okazała się magicznym zaklęciem otwierającym zatarasowane wrota, owym swoistym "sezamie otwórz się". Mazowsze bowiem sławne było w całym katolickim świecie jako ziemia wolna od herezji. Prowincja wierna Kościołowi. Tak oto grono szubrawców powitane zostało z otwartymi ramionami przez hiszpańskich mnichów.




Czy już domyślamy się skąd takie negatywne nastawienie do Mazowsza i jego mieszkańców, zwanych wówczas Mazurami? Skąd taki zły pijar tworzony w Krakowie i Wilnie, dwóch stolicach Rzeczpospolitej? Stolicach, których elity sprzyjały tzw. nowinkarstwu, czyli naukom Lutra i innych ojców reformacji. Tymczasem to Mazowsze jest dzielnicą, w której reformacja ponosi klęskę najszybciej, nie ma bowiem tu dobrego podglebia dla "postępu". Brakowało tu olbrzymich latyfundiow magnackich, więc rewolucja protestancka nie miała oparcia w żadnym z możnych rodów. Nie było zatem funduszy na rozruch akcji agitacyjnej. Duży procent gruntów należał za to do kościoła, a lokalne duchowieństwo, jak to ujmuje w literaturze przedmiotu prof. Janusz Tazbir, "uzależniło od siebie gospodarczo" liczną w tej dzielnicy szlachtę gołotę. No i co równie ważne, ów wyszydzany niski poziom umysłowy tamtejszej szlachty to nic innego jak przywiązanie do tradycji i niechęć do czytania mądrych druków rozprowadzanych przez agitatorów. Nie bez znaczenia był także regalizm Mazurów, tzn. poczucie lojalności wobec rządzących władców. A oni, rządzący Mazowszem książęta piastowscy, luteranizmu, delikatnie mówiąc nie lubią i są w tym konsekwentni, w przeciwieństwie do króla Zygmunta, który oficjalnie też sympatią go nie darzy, ale po cichu wspiera, utwierdzany w tym przez swoje dworskie otoczenie, szykujące się do "skoku na kasę" zakonów. Nuncjusz papieski Juliusz Ruggieri pisał w 1568 r. o Mazowszu, że "było nie mniej katolickie niż Włochy".

15 marca 1525 r. na sejmie mazowieckim w Warszawie, książę Janusz III wydał dekret przeciwko nowinkarzom religijnym, noszący pełną nazwę: "Postanowienie o zwalczaniu sekty luteran", zabraniajacy pod karą śmierci czytania ksiąg i głoszenia nauki Marcina Lutra. Dzieje się to w czasie gdy czynione są zakulisowe działania, zmierzające do utworzenia w dawnym państwie zakonnym w Prusach, świeckiego księstwa, według przepisów tegoż właśnie reformatora. I w działaniach tych jedną z głównych ról gra dwór Zygmunta I, a on sam staje się opiekunem nowego państwa - pierwszego protestanckiego państwa w Europie, oraz opiekunem nowej dynastii Hohenzollernów. Stosowny traktat zawarli obaj władcy, król Zygmunt oraz Albrecht Hohenzollern, 8 kwietnia 1525 r., a więc niecały miesiąc po antyluterańskim dekrecie ks. Janusza, który przeczuwając co się święci, postanowił ostro przeciwdziałać w swojej dzielnicy agitacji rewolucyjnej. Rewolucja protestancka jednak w pełni się w Polsce nie przyjęła mimo tylu starań tak wielu środowisk. A najmocniej opierało się Mazowsze, którego sława dotarła z tego powodu pod klasztorne strzechy dalekiej Hiszpanii. Sam książę Janusz III jak to zwykle w takich sprawach bywa, zmarł w nocy z 9 na 10 marca 1526 r., rok po ogłoszeniu ostrego dekretu przeciwko luteranom. Zmarł w okolicznościach potocznie zwanych niejasnymi, mając zaledwie 24 lata. W podobnych okolicznościach zszedł z tego świata dwa lata wcześniej jego brat Stanisław. Na Januszu wygasła zatem rodzima dynastia Piastów, sprawująca władzę na Mazowszu, a łapę na tej dzielnicy położyli Jagiellonowie i postępowy dwór krakowski. Ponieważ oskarżenia o zatrucie obydwu książąt nie ustawały, król Zygmunt I Stary powołał specjalną komisję dla zbadania owych budzących niezdrowe fascynacje zgonów. Po zakończeniu jej prac, król wydał oficjalny edykt zamykający sprawę. Stwierdzał on, że ostatni Piastowie "nie sztuką, ani sprawą ludzką, lecz z woli Pana Wszechmogącego z tego świata zeszli"...




Jan Matejko, Janusz, ostatni książę Mazowsza




Stanisław i Janusz. Ostatni książęta mazowieccy





Jan Matejko, Hołd pruski



ZAPRASZAMY NA STRONĘ:











wtorek, 19 kwietnia 2016

"ŻYDOWSKA DZIELNICA MIESZKANIOWA W WARSZAWIE JUŻ NIE ISTNIEJE!"



Jürgen Stroop melduje...


Jürgen (Josef) Stroop (ur. 26 września 1895 w Detmoldzie, zm. 6 marca 1952 w Warszawie) – SS-Gruppenführer, zbrodniarz niemiecki, odpowiedzialny m.in. za krwawe stłumienie powstania w getcie warszawskim. Po wybuchu II wojny światowej pełnił służbę w Polsce w stopniu Oberführera SS i pułkownika policji – w październiku 1939 brał aktywny udział w mordowaniu ludności żydowskiej i polskiej Poznania, a następnie Krotoszyna, Wrześni, Śremu i Gniezna – stosował także brutalne represje wobec mieszkańców miasta. Od 19 kwietnia do 16 maja 1943 przeprowadził likwidację getta warszawskiego, podczas której stłumiono w nim powstanie. Efektem było całkowite zburzenie i zlikwidowanie getta oraz śmierć zdecydowanej większości z dziesiątek tysięcy jego mieszkańców. W trakcie akcji hitlerowcy dopuszczali się szczególnie wielkich okrucieństw i zbrodni na mieszkańcach getta, oraz przeprowadzili mnóstwo masowych egzekucji – Stroop rozkazał zwalczać bojowników żydowskich ogniem, nakazując podpalanie wszystkich schronów, bunkrów i kryjówek. Wobec niepodważalnych dowodów zbrodni Sąd Wojewódzki w Warszawie skazał Stroopa na karę śmierci przez powieszenie. Został stracony 6 marca 1952  w więzieniu mokotowskim.









"Nadawca: Dowódca SS i policji na dystrykt warszawski
Odpis Dalekopis
Warszawa, 20.4.43


Zn. akt: I ab – St/Gr. 1607 – L.dz. 516/43 tjn.
Dot.: akcji w getcie


Do wyższego dowódcy SS i policji wschód
Kraków



Przebieg akcji w getcie 19.4.43:

Zamknięcie getta od godz. 3.00. O godzinie 6.00 wprowadzenie formacji
wojskowych SS w sile 16/850 do akcji przeszukiwania reszty getta. Natychmiast
po przystąpieniu oddziałów do akcji silny planowany ogień ze strony Żydów
i bandytów. Wprowadzony do akcji czołg i obydwa wozy pancerne zostały obrzucone
koktajlami Mołotowa (butelkami zapalającymi). Czołg palił się 2 razy.
Ten ogień przeciwnika spowodował początkowo wycofanie się wprowadzonych
do akcji oddziałów. Straty przy pierwszym uderzeniu: 12 ludzi (6 SS-manów
i 6 strażników z Trawnik). Około godziny 8.00 drugie uderzenie oddziałów pod
dowództwem niżej podpisanego. Mimo ponowienia słabszego ognia obronnego
uderzenie to umożliwiło dokładne oczyszczenie kompleksów budynków Zmuszono przeciwnika do wycofania się z dachów i wyżej położonych gniazd oporu do piwnic lub bunkrów i kanałów. Podczas przeszukiwania ujęto zaledwie około 200 Żydów. Następnie skierowano oddziały szturmowe na znane bunkry z zadaniem wydostania ich załogi i zniszczenia tych bunkrów. Ujęto w ten sposób około 380 Żydów. Stwierdzono, że Żydzi znajdują się w kanałach. Całkowicie zalano je wodą, uniemożliwiając w ten sposób przebywanie w nich. Około
godziny 17.30 napotkano bardzo silny opór w pewnej grupie domów , a także
ogień z karabinów maszynowych. Specjalna grupa bojowa pokonała opór przeciwnika, wdarła się do domów, jednakże samego przeciwnika nie ujęła.






Żydzi i zbrodniarze bronili się z coraz to innego gniazda oporu, a w ostatniej chwili wymykali się, uciekając przez strych lub przejście podziemne. Około godz. 20.30 wzmocniono posterunki zewnętrzne. Wszystkie jednostki zostały z getta wycofane i zwolnione do kwater. Wzmocnienie posterunków straży zewnętrznej przez 250 żołnierzy formacji wojskowych SS.

Dalszy ciąg akcji 20.4.43.

Siły stojące do dyspozycji:

batalion zapasowych grenadierów pancernych SS 6/400
oddział zapasowy kawalerii SS 10/450
Policja Porządkowa 6/165
Służba Bezpieczeństwa 2/48
strażnicy z Trawnik 1/150
Wehrmacht
1 haubica 10 cm 1/7
1 miotacz płomieni 1
saperzy 2/16
kolumna sanitarna 1/1
3 działa przeciwlotnicze 2,28 2/24
1 francuski czołg formacji wojskowych SS
2 samochody pancerne formacji wojskowych SS
 razem 31/1262

Dowodzenie dzisiejszą akcją powierzyłem panu majorowi Policji Ochronnej Sternhagelowi, który od wypadku do wypadku otrzymuje ode mnie dalsze polecenia. O godzinie 7.00 wprowadzono do akcji 9 oddziałów szturmowych, każdy o sile 1/36, złożonych z mieszanych jednostek, w celu przeprowadzenia energicznego oczyszczania i przeszukania reszty getta. To przeszukanie, którego pierwszy cel ma być osiągnięty o godz. 11.00, jest jeszcze w toku. Tymczasem stwierdzono, że w niezamieszkanej, lecz jeszcze nieopuszczonej części getta, w której znajduje się kilka zakładów zbrojeniowych lub tym podobnych, jest szereg gniazd oporu, które nawet przeszkodziły posunąć się stojącemu w pobliżu czołgowi. Dwa oddziały szturmowe pokonały te gniazda oporu i utorowały drogę dla załogi czołgu. Przy tej akcji należy zanotować 2 rannych (formacje wojskowe SS)

W porównaniu z dniem wczorajszym przeciwnik zachowuje dużą rezerwę, ponieważ oczywiście dowiedział się o przydzieleniu ciężkiej broni. Zamierzam przeprowadzić całkowite oczyszczenie reszty getta, aby następnie oczyścić w podobny sposób tzw. niezamieszkane, ale jeszcze nieopuszczone getto. Tymczasem stwierdzono, że w tej części getta znajduje się co najmniej 10–12 bunkrów, nawet w zakładach zbrojeniowych. Całą akcję utrudnia to, że pozostałe jeszcze na terenie getta zakłady trzeba ze względu na znajdujące się w nich maszyny i narzędzia chronić przed obstrzałem i niebezpieczeństwem pożaru.

Dalszy meldunek nastąpi dziś wieczorem.


Dowódca SS i policji na dystrykt warszawski
podp. Stroop
SS-Brigadeführer i generał-major policji

Za zgodność odpowiada:
(–) Jesuiter
SS-Sturmbannführer"







ZAPRASZAMY NA STRONĘ:











poniedziałek, 18 kwietnia 2016

"BÓG UCZYNI NAS WOLNYMI!"...



Dziś krótka relacja z terenu… Biesowice, miejscowość w powiecie słupskim, a w niej niezwykła budowla w lesie. Panteon poświęcony dziewiętnastu żołnierzom pruskim poległym na frontach Rosji, Francji i Rumunii. Dawniej na cokole umieszczonym na środku panteonu stał odlany z brązu, owijający bandażem głowę żołnierz. Dziś cokół pusty. Wewnątrz wyryto napis w języku niemieckim: Den aus Besswitz fur Kaiser und Reich für König und Vaterland für uns alle im Weltkrieg 1914 - 1918 Gefallenen und Gebliebenen gewidmet am 19. 9. 1924. Herr mach uns Frei! - Poświęcone 19.9.1924 tym z Biesowic, którzy za Cesarza i państwo (Rzeszę), króla i ojczyznę i za nas wszystkich w wojnie światowej 1914-1918 polegli i pozostali 19.9.1924. Bóg uczyni nas wolnymi!...



















ZAPRASZAMY NA STRONĘ:












czwartek, 14 kwietnia 2016

BATORY, WOJNA Z MOSKWĄ I ANGIELSCY OKULTYŚCI...


Część 1






Przyszedł na świat jako syn węgierskiego wojewody siedmiogrodzkiego. Od 1571 roku był księciem Siedmiogrodu. 7 listopada 1575 został wybrany na króla Polski przez sejm elekcyjny. W 1576 roku poślubił Annę Jagiellonkę, córkę Zygmunta I Starego i został koronowany w katedrze wawelskiej na króla Polski. Jego tytuł brzmiał – Stefan, z Bożej łaski król Polski, wielki książę litewski, ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, kijowski, wołyński, podlaski, inflancki, książę siedmiogrodzki. Jako książę Siedmiogrodu był lennikiem tureckim i to właśnie Turcja pragnęła osadzić go na tronie polskim, aby mieć tu swojego figuranta. Agentami sułtana byli między innymi arianie, czyli sekciarze odrzucający wiarę w dogmat o Trójcy Świętej, kwestionujący zatem boską naturę Jezusa Chrystusa. Było ich w Siedmiogrodzie sporo. 

Ale nie teologia jest tu istotna, a pieniądze, za pomocą których przekupują w imieniu dworu tureckiego szlachtę w Polsce, aby tego Batorego obrała swoim królem. Sam książę Stefan, który po polsku mówić nie umiał, a z Polakami porozumiewał się po łacinie, świadom tego o co toczy się gra i jaką rolę mu rozpisano, gdy tylko królem został, przystąpił do realizacji własnych planów,  niekoniecznie tożsamych z interesami Turcji, siedmiogrodzkich arian, ale o dziwo, współgrających z interesami państwa polskiego oraz polskiej szlachty. Wśród tej ostatniej mamy jednak poważne i bogate rody, które polityki Batorego nie chcą i jawnie ją od początku, delikatnie mówiąc, sabotują, pragnąc związać swoje interesy nie z koroną polską, ale np. Habsburgami. Są to jednak czasy, kiedy sami oligarchowie nie wystarczą do tego, aby zniszczyć państwo. Polska ma nie tylko oligarchów, ale także średnią szlachtę i tę jeszcze drobniejszą, która także ma pieniądze, uczestniczy bowiem w bardzo zyskownym handlu zbożem ze swoich folwarków lub ma inne źródła dochodów. I pieniądze te zebrane razem do kupy dają wielką siłę! 

Kiedy sejm walny w Toruniu odmawia królowi Batoremu pieniędzy na wojnę ze zbuntowanym Gdańskiem, pieniądze te dają mu sejmiki ziemskie, które jakoś instynktownie mają do króla zaufanie i wierzą, że nie poprowadzi ich na manowce. A król plany ma ambitne, uśmierzenie buntu w Gdańsku jest pierwszym krokiem do podjęcia konfrontacji z Moskwą, która właśnie podporządkowuje sobie Inflanty, aby opanować wybrzeże Morza Bałtyckiego. Dla Batorego było jasne, że gra toczy się o wszystko, tzn. o to kto będzie miał  zyski z handlu zbożem i innym towarami i wiedział, że musi zabezpieczyć interesy polskiej szlachty, której królem właśnie został. Wiedział też, że to nie tylko sama Moskwa w imieniu Iwana Groźnego chce te Inflanty opanować, ale że stoi za nią jeszcze jedno zdeterminowane i bezwzględne państwo, aspirujące do bycia imperium…





cdn…

ZAPRASZAMY NA STRONĘ:





MESCO DUX POLONIAE BAPTIZATUR...



"Mieszko musiał jednakże poczekać na chrzest. Dorosły musi przed chrztem wyuczyć się prawd wiary i zasad moralności i odbyć czas próby: taki kandydat do chrztu zwie się katechumenem, a czas nauki i próby trwa w zwykłych okolicznościach jeden rok. Dlatego Chrzest Mieszka nastąpił dopiero w rok po przyjeździe Dubrawki, w r. 966. Książę założył równocześnie biskupstwo w Poznaniu, dokąd też w r. 968 przeniósł swą stolicę. Pierwszym biskupem został Jordan.




Dubrawka obdarzona słusznie przydomkiem "matki chrzestnej Polski", przywiozła nam też kult pierwszego patrona, św. Wacława. Przywiozła z sobą niewątpliwie jakąś partykułę jego relikwii. Towarzyszący jej kapłani potrzebowali w Gnieźnie na początek choćby jakiejś kaplicy, a w każdym razie ołtarza, zaś ołtarz może być tylko na relikwiach; bez relikwii nie ma ołtarza. Relikwiarz musieli tedy mieć z sobą, bo przecież i w drodze mszę św. odprawiali; a cóż naturalniejszego jak to, że Dubrawka wzięła z sobą relikwie św. Wacława, bo był świętym patronem jej własnego rodu, domu książęcego Przemyślidów. I tak za przykładem dworu naszej "matki chrzestnej" rozszerzyła się w niedługim czasie cześć św. Wacława po całej Polsce.
Szczere było nawrócenie Mieszka, i cała rodzina książęca przejęła się gorliwością w wierze. Dopiero co nawrócona dynastia piastowska niesie pochodnię wiary dalej, do dalszych krajów na południe i na północ. Oto siostra Mieszka, Adelajda, zwaną Białą Knieginią, wyszedłszy za mąż za Gejzę, pogańskiego księcia Madziarów, staje się ich matką chrzestną, a rodzoną matką św. Szczepana, króla Węgier. Oto córka Mieszka, księżniczka Sygryda, szerzy ewangelię w Szwecji i Danii, po tamtej stronie morza Bałtyckiego, jako małżonka dwóch królów, Eryka Zwycięskiego, a w drugim małżeństwie Swena Widłobrodego. Jedna z jej dworzanek polskich poślubiła króla szwedzkiego Olafa i również go nawraca".


Feliks Koneczny, Święci w dziejach Narodu Polskiego




ZAPRASZAMY NA STRONĘ:





środa, 13 kwietnia 2016

PANOWIE BRACIA W GDAŃSKU...






Od XV wieku źródłem dostatku gospodarczego Rzeczypospolitej był handel zbożem spławianym Wisłą do Gdańska. Najwięcej zboża, na skalę towarową produkowała polska magnateria, ale spora część pochodziła z majątków szlacheckich, które przy odpowiednim poziomie gospodarowania mogły wyprodukować nadwyżkę przeznaczoną na sprzedaż. Powszechnie uważa się, że handel zbożem obejmował tylko tereny położone wzdłuż Wisły. Nowsze badania wskazują jednak, że spływ zboża odbywał się także innymi żeglownymi rzekami, dopływami Wisły: Narwią, Pilicą, Bugiem, Wieprzem, Wisłokiem, Dunajcem i Sanem. Obejmował więc ogromne terytoria ówczesnej Rzeczypospolitej.


Szlachta sprzedająca nadwyżki zboża mogła korzystać z pośredników, co jednak znacznie obniżało zyskowność przedsięwzięcia. O wiele bardziej opłacalne było dostarczenie zboża do Gdańska na własną rękę. Z czasem ten sposób upowszechnił się. Miał jeszcze jedną zaletę: umożliwiał zakup innych towarów, niedostępnym w Polsce, w tym także luksusowych. Wkrótce doroczna podróż Wisłą do Gdańska stała się wymaganym w świecie szlacheckim rytuałem i główną instytucją życia towarzyskiego. Polski szlachcic mógł zobaczyć wielki świat. Gdańsk, jedno z większych w tej części Europy miast, cieszył się szeroką autonomią w ramach Rzeczypospolitej. Miasto tętniło życiem, nie pozbawionym wszak wielu pokus. W porcie stało kilkaset statków, ulice rozbrzmiewały różnojęzycznym gwarem, składy i kramy pełne były towarów pochodzących z całego świata, kwitła kultura z całym bogactwem jej form. Szlachcic po dokonaniu transakcji kupował prezenty, świecidełka i rzadkie towary dla rodziny, po czym ruszał na zwiedzanie miasta. Tutaj czekało na niego mnóstwo atrakcji. W 1663 roku, przebywający w Gdańsku Francuz o nazwisku Payen natknął się w winiarni na polskiego szlachcica, który właśnie sprzedał swoje zboże. Jak relacjonował później:


"Kiedy już dobrze popiliśmy i właśnie mieliśmy wychodzić, zobaczyliśmy wchodzącego człowieka około sześciu stóp wzrostu, o wygolonej twarzy i głowie, ogorzałym obliczu i czole tak pomarszczonym, że pod zmarszczkami znikały niekiedy oczy. Był to polski szlachcic w otoczeniu 15 pachołków. Skoro tylko nas zobaczył, podszedł z deklaracją przyjaźni i ściskając nas, wyrażał przekonanie o naszej rycerskości tudzież pełny swój dla nas szacunek. Trzeba więc było uciec się do łaciny. Oświadczył, że czuje się niezdrów i od dwu tygodni jest w poszukiwaniu po mieście tak zacnej kompanii, by się naocznie przekonać, czy nie bardziej zbawienna okaże się raczej hulanka niż przestrzeganie diety (...)

Kiedy wychyliliśmy już z piętnaście czy szesnaście wielkich kielichów, towarzysz mój ofiarował mu swoją fajkę, ów zaś nieszczęśnik, który nigdy nie używał tytoniu, wsadził ujście cybucha aż po gardziel, wciągnął w brzuch pełny haust dymu tytoniowego. Twierdził, że tytoń należy pić, a nie pykać i gubić go w powietrzu. Nagle jednym ruchem porwał się od stołu, pochwycił lichtarze z zapalonymi świecami, uderzywszy jednak głową o mur, runął na wznak. Toczył pianę jak byk i sądzono, że wściekłość przyprawi go chyba o śmierć. Nadeszły lekkie wymioty - szlachcic stał się dostępniejszy, my zaś pełni najlepszych nadziei. Runął tedy na oślep w moją stronę i objąwszy mnie za szyję, omal nie udusił mnie wśród czułych uścisków. Oświadczył, że zostanę jego zięciem, tj. mężem jednej z dwu jego córek, którą odda mi wedle mego wyboru wraz z dziesięcioma tysiącami liwrów i dwustu chłopami. Na cześć naszego przyszłego małżeństwa wychylaliśmy toast za toastem. Nagle patrzę, a tu leży rozciągnięty na ziemi. Dopiero w tej pozycji, leżąc, krzyknął o wino, bo pragnął wypić na pohybel Turkom i na zatracenie imperium otomańskiego. Zapewnił mnie, że jestem już Polakiem i należałoby przywdziać polski strój. Zdjął wtedy wierzchnie swe okrycie, szkarłatne, spięte srebrnymi agrafami i podbite kunami, i narzucił na wierzch mej odzieży, po czym poniesiony fantazją jął mnie ubierać od stóp do głów, następnie odpiął wiszącą u jego boku szablę, kazał mi ucałować ze czcią jej rękojeść i oświadczywszy, że cała Polska zawdzięcza jej wolność - przypasał mi ją do boku. Tymczasem zachodziłem w głowę, jak wywikłać się z tej przeklętej sprawy".






ZAPRASZAMY NA STRONĘ:




wtorek, 12 kwietnia 2016

POCZĄTKI, CZYLI SKĄD NASZ RÓD?...



"[...] w całości jedno państwo, które zwie się Schinesghe [ Gniezno ] z wszystkimi swymi
przynależnościami w tych granicach, jak się zaczyna od pierwszego boku długim morzem
[stąd] granicą Prus aż do miejsca, które nazywa się Ruś, a granicą Rusi, ciągnąc aż
do Craccoa [ Krakowa ] i od tego Craccoa aż do rzeki Oddere [Odry], prosto do miejsca, które
nazywa się Alemure, a od tej Alemury aż do ziemi Milze [Milczan] i od granicy Milze prosto
do Oddere [ Odra ] i stąd idąc wzdłuż rzeki Oddere aż do rzeczonego państwa Schinesghe".

Dagome iudex





Początki Polski pogrążone są niemal w całkowitych mrokach. Stan niewiadomej od dawna prowokował badaczy do wysuwania przeróżnych hipotez. Wśród nich były i takie, które przypisywały powstanie naszej ojczyzny przybyszom z zewnątrz.

   W 1858 r. Karol Szajnocha zaprezentował tezę, że w VI w. na ziemie polskie napłynęli skandynawscy imigranci zwani Lachami. Wedle jego wizji Słowianie byli w stanie „historycznego niemowlęctwa”, co przejawiało się chociażby niezdolnością do stworzenia państwa. Dzięki temu przybysze łatwo stali się społeczną elitą.

   Kolejną wersję tej hipotezy przedstawili w 1918 r. dwaj niemieccy historycy Lambert Schulte i Robert Holtzmann. Odwołali się do dokumentu zwanego „Dagome iudex”, w którym Mieszko I oddawał swoje państwo pod opiekę papieżowi. Pierwszy historyczny władca Polski jest w nim nazwany Dagome. Na tej podstawie Niemcy uznali, że był to najpewniej duński wódz imieniem Dago, który około 960 r podbił na czele swojej drużyny ziemie nad Wartą.




   Ich teza okazała się niezwykle żywotna i znalazła również zwolenników w Polsce. Obecnie najbardziej znanym adwokatem Mieszka-Dago jest archeolog Zdzisław Skrok.   Jego zdaniem Dago przybył jednak ze wschodu na czele wspomnianych przez arabskiego podróżnika ibn Jakuba trzech tysięcy wojów i ulokował się w grodzie na Ostrowie Lednickim. Skrok powołuje się na znalezione tam groby normańskie oraz liczne znaleziska w Jeziorze Lednickim broni pochodzenia skandynawskiego.

   Identyfikowanie Mieszka z niejakim Dago opiera się jedynie na wspomnianym „Dagome iudex”. A jest to wyjątkowo zwodnicze i ryzykowne źródło. Nie dysponujemy bowiem oryginalnym dokumentem, ale kopią niedokładnego streszczenia, które wykonał około 1080 r. włoski kardynał Deusdedit. Fakt donacji był mu potrzebny w pewnej sądowej rozprawie. Kardynała nie interesowało, kto i jaki kraj oddał blisko sto lat wcześniej pod opiekę Stolicy Apostolskiej. Nie przyłożył się więc do szczegółów i najwyraźniej zniekształcił nieznane sobie nazwy. Budzące poważne wątpliwości niedbałe streszczenie autorstwa Deusdedita przegrywa w konfrontacji z innymi źródłami wspominającymi o pierwszym historycznym księciu piastowskim. Imię Dago bądź podobne nie pojawia się w nich ani razu. Nikt też nie wspomina o niesłowiańskim pochodzeniu tego władcy. Co więcej, wymienione przez Galla Anonima imiona przodków Mieszka są w stu procentach słowiańskie.

   Z tych też powodów hipoteza o wikingu Dago nie ma żadnego poparcia. „Trudno wiązać początki dynastii z obcymi etnicznie przybyszami, ponieważ nie upoważniają do tego źródła pisane, ani tym bardziej dane archeologiczne” − stwierdził w książce „Archeologia Polski wczesnośredniowiecznej” prof. Andrzej Buko.




ZAPRASZAMY NA STRONĘ:


http://www.lucastour.com.pl/



https://www.facebook.com/lucastour.rumia/